środa, 12 marca 2014

Ah moje sny^^

Ostatnio zaczęłam pisać na Facebooku z Loczkiem xD Serio! Ma Fejsa xD I chyba dlatego mam takie dziwne sny... Dziś mi się śniło tak:

Była jakby zima. Szłam z Amelią i jak dobrze pamiętam z Kate Bones, odprowadzałam je do domu. Szłyśmy w jedną stronę(prawdopodobnie w stronę domu Ami), a to dziwne, bo Kate mieszka w przeciwnym kierunku od Ami. Przechodziłyśmy obok wielkiego lodowiska. I właśnie tam też był Jacob. Dziewczyny zaczęły gadać o nim coś więc ja powiedziałam:"Nie chce mi się już z wami gadać, cześć" i poszłam.  Zaczęłam Jake i jego kolegów śledzić od tak z nudów. Doszłam do jakiejś bazy. A tam terminatory! Ja chciałam spieprzać, ale zauważył mnie jeden z kolegów Jake'a i powiedział, że są przeprogramowane i nic nie zrobią. Nagle te terminatory zaczęły wariować i strzelać to ja dałam nogę.
I tak jakby wszystko się zmieniło- było lato, a ja jechałam z mamą do jakieś pani. Było to takie miejsce pełne starych bloków. Poszliśmy do jednego z tych bloków i tam była taka starsza pani i jeszcze taki jeden chłopak.. Może miał 16 lat(ładny był xD) To ja z tym chłopakiem zrobiliśmy kawę i herbatę. Okazało się (nwm jakim cudem), że ta pani to moja babcia! Normalnie się w nią zmieniła. Ja miałam już tego dosyć więc poszłam do sklepu po coś do picia(wiem dziwne). Stoję sobie w kolejce a tu nagle JEGO głos i po chwili ON sam. Michael Jackson. Stałam przez chwilę jak wryta, ale potem złapałam go za rękę z takim cichym: "Michael.." On uścisnął moją dłon i się uśmiechnął do mnie. Tak ślicznie^^  I odpłynęłam. Obudziłam się w jakimś zaułku z koleżanką poznaną przez neta- Ari. Zauważyłam gościa, który.. właśnie rozszarpywał komuś gardło."Wampir?"- pomyślałam wtedy.. I nie myliłam się. Był to Adam z OLLA(Tylko kochankowie przeżyją). Podszedł do mnie.. Wiedziałam co chcę. Próbowałam się bronić, ale on był silniejszy.. Ugryzł mnie. Jednak nadal widziałam co robił... To było takie dziwne.. Odsunął się ode mnie i już po chwili stał na schodach uśmiechając się.
KONIEC 
THE END

Wygląda jak zmyślone co? Ale to prawda
A wy macie jakieś dziwne sny?


You just got Loki'd

Pozdro Cami

piątek, 7 marca 2014

Uwielbiam moją klasę^^


Hejo xD

Dziś w mojej szkole był Dzień Kobiet... No, bo dziś piątek xD
Od chłopaków dostaliśmy ciastka( upieczone przez Wandzie xD)  i po tulipanie, a że Durcio miał urodziny to się jeszcze po cukierku trafiło xD
Po szkole byłyśmy na pizzy(wegetariańskiej xD.. chłopcy mieli turecką..xD 30 cm...xD). Było chyba nas z 12: Era, Rysiu(LukexD), Myal, Duraj, Camil, Alex, Kate, druga Kate, Ami, Carolina, Sylvia no i ja
Najpierw poszli Era z Rysiem, później uciekła Kate Bones, a następnie zwiał Durcio.. To chyba przez śpiewanie mu Sto lat w pizzeri.. No cóż.. 
Ami, Carolina i Sylvia poszły też niedługo po tym odprowadzone przez nas na rynek. Ja, Kate, Myal, Camil i Alex robiliśmy rozrubexD Przykładowo robiliśmy bombę pod podstawówką(mentosy+cola). 
Później czekaliśmy z Kate na busika... I znów siarę robili
Była tam policja.. Chyba jakąś babe zgarnęli
Ja: Alex. Idź  do tej babci i przytul ja i powiedź" Co się stało babciu?"
Taka beka.. Albo Myal miał taka bluzę dziwnie zapinaną i włożył na głowę butelkę i tak łaził.. Chłopcy nawet poszli tak do sklepu!xD 
Albo Kate już jechała, ale ten autobus się jeszcze wracał, więc Alex poszedł do tego kierowcy i taka rozmowa:
Alex: Ile kosztuje bilet
Kierowca: Dokąd?
Alex: Nie wiem 
I wyszedł xD
Taka beka.. Ten kierowca później podjeżdża do nas i taki tekst: Synek idź się leczyć, bo jesteś popierdolony 
Bekaaa xD Leże i nie wstaje...
Po mnie przyjechał tata, więc po chwili i ja się stamtąd zmywałam xD

Jak wróciłem to jeszcze szłam z Alexią na dwór. Gadałyśmy i jak zwykle słuchałyśmy muzyki no i planowałyśmy wyjazd do kina... Jedziemy na Kapitana Amerykę ^^

Chyba Loki maczał w tym palce xD:














Ah każdy zna kogoś kto wszystko rozwala xD

Zbuku- Że życie ma sens

No dziękuje za uwagę i żegnam

Pozdro Cami

wtorek, 4 marca 2014

Wiersze

Obiecałam moim koleżankom, że dam im te wiersze na konkurs recytatorski
Oto one:(wybaczcie musiałam to wziąć z neta)

  • Gałczyński Konstanty Ildefons- Dlaczego ogórek nie śpiewa
Pytanie to, w tytule, 
postawione tak śmiało, 
choćby z największym bólem 
rozwiązać by należało. 

Jeśli ogórek nie śpiewa, 
i to o żadnej porze, 
to widać z woli nieba 
prawdopodobnie nie może. 

Lecz jeśli pragnie? Gorąco! 
Jak dotąd nikt. Jak skowronek. 
Jeśli w słoju nocą 
łzy przelewa zielone? 

Mijają lata, zimy, 
raz słoneczko, raz chmurka; 
a my obojętnie przechodzimy 
koło niejednego ogórka.
  • Modlitwa za rzeczy - Tadeusz Gajcy
Uspokój serca zegarów, 
zmęczone są - 
żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas, 
tramwajom pozwól odpocząć, 
niechaj nie drepcą wciąż 
i domom zabroń się wspinać 
w miastach obłych jak w dzbanach. 

Zdyszanym kołom pociągów 
kwietny spoczynek nakaż, 
płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd, 
trupim wydechem spalin 
niech się więcej nie żali 
kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas. 

Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól, 
piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter, 
niech przemówią znad półek książki kurzem przybite, 
krajobrazy więzione na płótnach 
niech zejdą w pokoje nasze - 

Za wszystkie rzeczy smutne, 
za wszystkie serca maszyn 
prosimy Cię, Panie.
  • Leśmian Bolesław- Odjazd
Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli i błękit przeźroczy,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzone w świat i dalej.

Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas kędyś - na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem? 

  • Leśmian Bolesław- Dwoje ludzieńków

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.
Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
A czas ciągle upływał - bezpowrotny, jedyny.
A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie
Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.
I pomarli oboje, bez pieszczoty, bez grzechu,
Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.
Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata 

By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata.

  • Julian Tuwim- Mieszkańcy

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
...od wojny... głodu... odpoczywanie"
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie. 

  • Urszula Kochanowska, Bolesław Leśmian

Gdy po śmierci w niebiosów przybyłam pustkowie, 
Bóg długo patrzał na mnie i głaskał po głowie.

"Zbliż się do mnie, Urszulo! Poglądasz, jak żywa... 
Zrobię dla cię, co zechcesz, byś była szczęśliwa." 

"Zrób tak, Boże - szepnęłam - by w nieb Twoich krasie 
Wszystko było tak samo, jak tam - w Czarnolasie!" - 
I umilkłam zlękniona i oczy unoszę, 
By zbadać, czy się gniewa, że Go o to proszę? 

Uśmiechnął się i skinął - i wnet z Bożej łaski 
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz - Czarnolaski. 

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela 
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela! 

I rzekł: "Oto są - sprzęty, a oto - donice. 
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice! 

I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie, 
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!" 

I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę - 
Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę - 

I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam 
I sen wieczny odpędzam - i czuwam - i czekam... 

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie, 
Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie... 

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni! 
Serce w piersi zamiera... Nie!... To - Bóg, nie oni!... 


Ja zamawiam Leśmian Bolesław- Odjazd, jakby co

Wasza Carmen/Aga ^^