wtorek, 4 marca 2014

Wiersze

Obiecałam moim koleżankom, że dam im te wiersze na konkurs recytatorski
Oto one:(wybaczcie musiałam to wziąć z neta)

  • Gałczyński Konstanty Ildefons- Dlaczego ogórek nie śpiewa
Pytanie to, w tytule, 
postawione tak śmiało, 
choćby z największym bólem 
rozwiązać by należało. 

Jeśli ogórek nie śpiewa, 
i to o żadnej porze, 
to widać z woli nieba 
prawdopodobnie nie może. 

Lecz jeśli pragnie? Gorąco! 
Jak dotąd nikt. Jak skowronek. 
Jeśli w słoju nocą 
łzy przelewa zielone? 

Mijają lata, zimy, 
raz słoneczko, raz chmurka; 
a my obojętnie przechodzimy 
koło niejednego ogórka.
  • Modlitwa za rzeczy - Tadeusz Gajcy
Uspokój serca zegarów, 
zmęczone są - 
żarówkom przygaś powieki, za długo patrzą na nas, 
tramwajom pozwól odpocząć, 
niechaj nie drepcą wciąż 
i domom zabroń się wspinać 
w miastach obłych jak w dzbanach. 

Zdyszanym kołom pociągów 
kwietny spoczynek nakaż, 
płuca motorów napełnij ciszą wonną od gwiazd, 
trupim wydechem spalin 
niech się więcej nie żali 
kominów wysoki pochód w nieodgadniony czas. 

Sprzętom naszym milczącym głos zamarły wyzwól, 
piórom ześlij wytchnienie, papier zostaw bez liter, 
niech przemówią znad półek książki kurzem przybite, 
krajobrazy więzione na płótnach 
niech zejdą w pokoje nasze - 

Za wszystkie rzeczy smutne, 
za wszystkie serca maszyn 
prosimy Cię, Panie.
  • Leśmian Bolesław- Odjazd
Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli i błękit przeźroczy,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu - przypomniałem te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzone w świat i dalej.

Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas kędyś - na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem? 

  • Leśmian Bolesław- Dwoje ludzieńków

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie,
O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.
Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
A czas ciągle upływał - bezpowrotny, jedyny.
A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie
Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem - dwa łóżka, pod jaworem - dwa cienie,
Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.
I pomarli oboje, bez pieszczoty, bez grzechu,
Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.
Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata 

By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata.

  • Julian Tuwim- Mieszkańcy

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
...od wojny... głodu... odpoczywanie"
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie. 

  • Urszula Kochanowska, Bolesław Leśmian

Gdy po śmierci w niebiosów przybyłam pustkowie, 
Bóg długo patrzał na mnie i głaskał po głowie.

"Zbliż się do mnie, Urszulo! Poglądasz, jak żywa... 
Zrobię dla cię, co zechcesz, byś była szczęśliwa." 

"Zrób tak, Boże - szepnęłam - by w nieb Twoich krasie 
Wszystko było tak samo, jak tam - w Czarnolasie!" - 
I umilkłam zlękniona i oczy unoszę, 
By zbadać, czy się gniewa, że Go o to proszę? 

Uśmiechnął się i skinął - i wnet z Bożej łaski 
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz - Czarnolaski. 

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela 
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela! 

I rzekł: "Oto są - sprzęty, a oto - donice. 
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice! 

I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie, 
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!" 

I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę - 
Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę - 

I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam 
I sen wieczny odpędzam - i czuwam - i czekam... 

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie, 
Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie... 

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni! 
Serce w piersi zamiera... Nie!... To - Bóg, nie oni!... 


Ja zamawiam Leśmian Bolesław- Odjazd, jakby co

Wasza Carmen/Aga ^^ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz